Książkowe recenzje Zyty Brysacz

Książkowe recenzje Zyty Brysacz z Dyskusyjnego Klubu Książki w Zambrowie.

Ruta Sepetys „Sól morza” [DKK – 17 stycznia 2020]

Druga wojna światowa ma się ku końcowi. Wielcy gracze rozgrywają decydującą partię ludzkimi pionkami, a niezliczona rzesza cywilnych uchodźców zmierza ku wolności. Stalin – z roli najeźdźcy wchodzi w rolę wyzwoliciela. W chorych wizjach, które niebawem staną się rzeczywistością dla wielu narodów, kreśli nowe terytoria państw, przesuwa granice, miesza nacje, tworząc jedną tożsamość człowieka radzieckiego. Jego giermkowie czynią sobie ziemię poddaną i zaludniają ją potencjalnymi potomkami bez zgody przyszłych matek na wojenne macierzyństwo. Hitler – krzykliwy mistrz manipulacji – rzuca na pole walki ostatnie formacje okaleczonego fizycznie i psychicznie wojska, a Alfred – jego wierny, kilkunastoletni uczeń o wypranym nazistowską ideologią mózgu, w  osobistej toalecie na statku Wilhelm Gustloff nadmuchuje swoje ego. W tym samym czasie troje  rówieśników Alfreda w towarzystwie starszego mężczyzny, dwóch kobiet  i sześcioletniego chłopca pokonuje trudy morderczej wędrówki do portu, z nadzieją odpłynięcia ku wolności na jednym ze statków przygotowujących się do wielkiej ewakuacji niemieckich sił zbrojnych i cywilnych uciekinierów.  Każde z nich dźwiga bagaż bolesnych doświadczeń, swoją przyszłość, marzenia, tajemnice i swoja zemstę. Alfred, Joana, Emilia i Florian pełnią w powieści rolę zbiorowego narratora. Bez patosu, w refleksyjnym, pięknym stylu piszą wielonarodowy, zbiorowy dziennik podróży ludzi, których wojna odarła z godności i którym zabrała wszystko. Opowiadają historię cywilów mimowolnie uwikłanych w wizje wielkich graczy. Oddają hołd niezliczonym ofiarom wojny, które swoje dotychczasowe życie pozostawiły w kawałkach i mają jedyny cel: dotrzeć do nieokupowanej części Niemiec. Jedni marzą o połączeniu się z rodziną, inni wiedzą już, że rodziny zamordowała wojna, ale chcą żyć, bo mają bolesną świadomość, że po raz drugi się nie narodzą. Wędrując razem z uciekinierami czytelnik odbiera skutki wojny zmysłami niewidomej dziewczyny, oczyma doświadczonego starca, dziecka, kobiety w średnim wieku, uczennicy, którą wojna wyrwała ze szkolnej ławki, początkującej adeptki medycyny, obiecującego konserwatora sztuki i wyzutego z resztek własnych myśli młodocianego nazisty. Bohaterowie drugiego planu w jednym zdaniu przywołanym przez narratorów potrafią zawrzeć tyle emocji, że  nic więcej nie trzeba, żeby uronić łzę  lub zatrząść się z bezsilnej złości.

 Język narracji jest barwny, plastyczny, dosadny i niezwykle realistyczny. Daje poczucie uczestnictwa w opisywanych wydarzeniach i dotknięcia wszystkimi zmysłami rzeczywistości, w jakiej poruszają się wykreowane postacie. Stopniowo rozwijająca się akcja trzyma w napięciu i nie pozwala odłożyć  książki przed odwróceniem ostatniej kartki. Literacka fikcja osadzona jest w realiach końca wojny. Na podstawie historycznych źródeł autorka przywołuje mało znane fakty i wydarzenia, aby na ich kanwie stworzyć historie utkane z wielu autentycznych ludzkich losów. Niezbyt obszerna, ale jakże treściwa powieść obfituje w literackie metafory. Buty, o których z miłością mówi „trzewikowy poeta”, są symbolem ucieczki od zła i zmierzania ku lepszemu światu. Zbieranina zdezelowanych wozów konnych to realistyczny obraz wędrówki ku życiu w wolności. Matka przywołana przez Emilię we wspomnieniach oraz epizody, w których uczestniczą inne matki wykreowane w powieści, staje się symbolem wszystkich cierpiących z powodu wojny matek, a zarazem hołdem złożonym macierzyństwu. Radosne chwile, jakie bohaterowie spędzili w opuszczonym dworze, to metafora ludzkich dążeń do radości spokojnego życia, które na zawsze już naznaczone będzie  echem wystrzałów, rozpaczą matek tulących zwłoki dzieci, okrucieństwem ludzi, w których wojna wyzwoliła najdziksze instynkty, poczuciem winy, że kogoś bliskiego nie udało się uratować. Pod warstwą bolesnych doznań rodzi się dobro,  nieufność zastępowana jest czułością, poczuciem odpowiedzialności i więzi z drugim człowiekiem. Bardzo powoli rozwija się przyjaźń i miłość – subtelna i świeża , jak rozwijający się z pąka kwiat. Autorka osiąga to prostymi środkami wyrazu: opisem gestów. przemilczeń, spojrzeń, niewypowiedzianych pragnień. „Kiedy myślisz, że wojna zabrała ci wszystko, co kochałeś, spotykasz kogoś i uzmysławiasz sobie, że w jakiś sposób wciąż możesz jeszcze komuś coś dać” – mówi człowiek, który przeżył już swoje życie i zdążył dotknąć szczęścia, zanim wojna dokonała spustoszeń. W tej refleksji zawiera się istota miłości, w imię której dziadek na łodzi ratunkowej daje pierwszeństwo wnukowi, młoda matka swojemu niemowlęciu, zakochany chłopak w pierwszej kolejności robi miejsce swojej dziewczynie. Szczęśliwcy, którzy znaleźli się na pokładzie,  w imię przyjaźni starają się, żeby bliscy im ludzie  także  popłynęli ku nowemu życiu. „To nie koniec świata” – podsumowuje autorka w przewijającym się kilkakrotnie w narracji zdaniu. To koniec wojny , koniec koszmaru i początek  lepszego bytu. Z okrutnej lekcji ludzie wyciągną wnioski i zbudują przyszłość, w której nie będzie miejsca na okrucieństwo, dążenie do władzy za wszelka cenę i zniewolenie narodów. Nikt już nie uwierzy szalonym wizjonerom i strategom nieszczęść. Czy rzeczywiście tak jest – zapyta czytelnik, towarzyszący bohaterom powieści kilkadziesiąt lat po wojnie,  w czasie kiedy następcy wielkich graczy ponad głowami ludzi pragnących godnie i spokojnie żyć snują plany zaspokojenia mocarstwowych dążeń i osobistych ambicji, zmieniając historię II wojny światowej według własnych potrzeb?

Zyta Brysacz – DKK przy MBP w Zambrowie

17 stycznia 2020